Wielokrotnie pisałem na łamach tego bloga, że naładowanie akumulatorów jest bardzo dobre na to, aby podnieść efektywność swoich działań. Zrobienie resetu w ciągu tygodnia, wybranie się na grecki urlop, zmiana środowiska czy bieganie będące współczesną formą medytacji, to przykłady moich sposobów na przerwy w pracy nad rozwojem. Pomimo faktu, że są one potrzebne, to mają sens jedynie w momencie, kiedy faktycznie wykonujemy założony wcześniej plan. W końcu najlepszy pomysł na biznes, to ciężka praca. Wszystkie rozważania o których wspominam są spójne nie tylko dlatego, że rzeczywiście pozwoliły mi wejść na szybką ścieżkę rozwijania własnego potencjału ale ze względu na fakt, że interdyscyplinarność jest faktycznie odpowiedzią na rozterki wielu współczesnych managerów. I to bez względu na realizowane projekty – biznesowe, zawodowe czy osobiste.

W ostatnich latach wypada dużo długich weekendów, kiedy to przychodzi czas na odpoczynek. Jest to założenie przyjmowane przez większość osób pracujących na etacie w firmach realizujących swoje biznesowe założenia w tradycyjnym modelu, akceptujących przerwy świąteczne, jako realizowaną część kalendarza pracy. Bardzo łatwo jest w takim systemie przyjąć, że dzień wolny od pracy zawodowej jest dniem wolnym od pracy nad samym sobą lub nad udoskonalaniem wszelkich procesów, jakie wpływają na jakość naszego życia. Przecież w takie dni można popracować nad znajomością języków obcych lub nawet nad poprawą szybkości czytania. Ograniczeniem nie może być fakt, że ktoś odgórnie zapisał domyślnie dzień wolny, gdyż system nie weźmie odpowiedzialności za nasze życie. Sami musimy zapewnić sobie dobrobyt oraz świadomość swoich wysokich kompetencji. Uzyskać taki efekt można jedynie robiąc rzeczy inaczej, niż wszyscy dookoła.

Pomysł na niniejszy wpis zrodził się w mojej głowie podczas rozmowy z jednym z klientów, kiedy to próbowaliśmy umówić się na szkolenie. W momencie, kiedy zakomunikowałem, że będę dyspozycyjny w dzień, który okazał się być ustawowo wolnym od pracy – mój rozmówca zażartował, że wykazuję cechy pracoholika. Dopiero jak wytłumaczyłem, że nawet nie zdawałem sobie sprawy, że w ten konkretny dzień mamy święto – udało nam się umówić na inny termin.

Podsumowując dla mnie nie ma dni wolnych od pracy, o ile wolność ta nie jest zaplanowanym działaniem. Tak samo jak są przypadki, kiedy można robić sobie dni wolne od pracy w trakcie zwyczajnego tygodnia, tak samo są dni uważane przez wszystkich za wolne, kiedy to należy akurat wykonać rzetelną pracę. Wszystko – jak zwykle – uzależnione jest od aktualnie realizowanego procesu rozwoju interdyscyplinarnego.

  • http://www.traderteam.pl eRJot.in

    Pojawienie się tego wpisu w niedzielę nie jest przypadkiem ;). To jedynie potwierdzenie słów zawartych we wpisie