Spędziłem właśnie kilka dni w delegacji służbowej w Lizbonie – miejscu skąd Magellan ruszał w nieznane – pewnie podobnie jak on, doszedłem do wniosku, że trzeba pożeglować ku wielkim odkryciom. Jego drogą było eksplorowanie świata, moją jest rozwijanie swoich umiejętności i zdobywanie kolejnych interdyscyplinarnych doświadczeń. Jest jeszcze jeden element, który nas łączy, a mianowicie wiara w potęgę idei, gdyż to właśnie ona kreuje naszą rzeczywistość. Nie tylko dla tego kto jest jej dawcą ale również dla innych, którzy mają sposobność korzystać z tego, co będzie jej następstwem.

Do podobnego wniosku, jak ten, który mam zamiar zaprezentować można dojść spędzając trochę czasu w większości krajów rozwiniętych naszego globu. Mianowicie, że efekt globalizacji (sięgający nawet czarnej strefy) powoduje zwiększenie możliwości czerpania doświadczeń z multikulturowości. Korzystając z okazji podkreślę, że nie mam tutaj na myśli rozważań prawicowo-lewicowych, gdyż tematy polityczne nie są z zasady przedmiotem rozważań na niniejszym blogu. Uważam, że ignorowanie tego, że żyjemy w globalnej wiosce może za 10-20 lat skończyć się tym, co brak umiejętności obsługi komputera w dniu dzisiejszym. Mianowicie wykluczeniem z tej części społeczeństwa, która odpowiada za decyzyjność. Oczywiście jak dla każdej reguły, tutaj też podać można kilka wyjątków osób, które bez podstawowych umiejętności obsługi komputera decydują o losach innych. Prawda jest jednak taka, że w „normalnym życiu” takich przypadków jest coraz mniej.

Przyszło mi brać udział w konferencji, gdzie osoby z Europy stanowiły jedynie ułamek całości grupy. Większość stanowili Azjaci, którzy realizują o wiele większe projekty, niż ich europejscy, a często nawet amerykańscy koledzy. Siła możliwej do uzyskania odmiennej perspektywy, niż w sytuacji, gdy nie stanowi się mniejszości jest ciężka do opisania. Wiem, gdyż przed tym doświadczeniem rozmawiałem z koleżanką, która próbowała mi opisać istotę sprawy. Przyznam się, że nieco zignorowałem przedstawione wnioski będące dzisiaj tożsame z moimi własnymi, które poniekąd przedstawiam w poniższym wpisie. Okazuje się bowiem, że dla wielu uzyskiwanie międzynarodowych doświadczeń biznesowych jest czymś naturalnym. Podobnie jak władanie kilkoma językami lub współpraca w ramach wielonarodowych zespołów. W Polsce podobna sytuacja należy jeszcze do rzadkości, przy czym stanowi jeden z największych hamulców uniemożliwiających nam odnoszenie międzynarodowych sukcesów biznesowych na światową skalę. Mamy co prawda kilku poważnych graczy, jednak do pierwszej ligi światowej bardzo często nam jeszcze dużo brakuje. W mojej ocenie może to zostać zmienione – wystarczy do tego społeczne rozszerzenie skali wielu codziennych rozważań na arenę globalną.

Paradoksem w tym wszystkim jest to, że wielu managerów poznanych z takich miejsc jak Wielka Brytania, Australia, Hong Kong, Singapur, Tajwan, Indie czy Rosja (wymieniając jedynie kilka obszarów) zna Polaków, którzy odnoszą w miejscu ich stałego przebywania sukces zawodowy. Problemem jest tylko to, że pomimo, że potrafimy odnaleźć się w wielu miejscach na świecie, to pierwsze skrzypce gramy niestety jedynie sporadycznie. Naszym zadaniem jako społeczeństwa jest zatem zmiana sposobu myślenia o swoich możliwościach i wyjście ze światopoglądem na resztę świata. Granice istnieją tylko w naszej wyobraźni, przy czym szerszy zakres myślenia wcale nie oznacza, że należy się przeprowadzać poza kraj aktualnego zamieszkania. Ważne jedynie, by zdawać sobie sprawę z tego, że jesteśmy w stanie o wiele więcej osiągnąć, gdy będziemy się rozwijać wiedząc o tym, że stanowimy element większej całości.

Bardzo dobrze pasuje tutaj parafraza, która często prowadzi mnie przez życie:

Lepiej mierzyć wysoko i chybić, aniżeli nisko i trafić!

W związku z powyższym nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podpisać się pod powyższymi słowami stwierdzeniem, że mierzenie wysoko (też szerzej) w kontekście dzisiejszej rzeczywistości oznacza nic innego, jak tylko otwarcie się na cały świat. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie maksymalnie rozszerzyć swój światopogląd. Istnieją co prawda jednostki, których idee sięgają swoim rozmachem nawet poza kulę ziemską, jednak perspektywy, jakimi operują takie globalne ikony jak chociażby Elon Musk – jeszcze nie są w moim zakresie. Z naciskiem na słowo: jeszcze ;)