W poprzednim wpisie wskazywałem na różnice w podejściu do kwestii inwestowania a spekulacji. Poza stroną mentalną, istnieje również spora różnica w płynności kapitału związanej z realizacją poszczególnych strategii.

Inwestowanie odnosi się zazwyczaj do transakcji długoterminowych. Horyzont czasowy określany jest często nawet nie w miesiącach a latach. Na tej podstawie inwestujący w nieruchomość może założyć, że zwróci się ona w takim a nie innym terminie, co jest niezmiernie istotne, gdy posługuje się on dźwignią finansową w postaci kredytu bankowego, który należy spłacać zgodnie z odgórnie ustalonym harmonogramem. W przypadku tradycyjnego rynku akcji stopy zwrotu są częściowo proporcjonalne do aktualnego cyklu panującego na rynku. Zatem najwyższe stopy zwrotu osiągane ze wspomnianych klas aktywów są uzyskiwane przez inwestorów w czasie hossy, podczas gdy bessa dołuje wartość nabytych dóbr.

To, że spekulacja nie jest zła, nie oznacza wcale, że musi być ona lepsza. Jest po prostu inna. Daje zupełnie inny wachlarz możliwości. Może i ciężko jest zaciągnąć kredyt inwestycyjny pod transakcję spekulacyjną – jak ma to miejsce w odniesieniu do hipoteki czy też portfela udziałów w przedsiębiorstwach – aczkolwiek jest jedna znacząca różnica, która może się okazać o wiele bardziej atrakcyjna. Mowa o szybkości transferu środków między poszczególnymi transakcjami oraz możliwości wyjścia z inwestycji (tutaj spekulacji) niemal w każdym możliwym momencie.

Świat zmienia się nieustannie z coraz większą prędkością, a konflikty zbrojne stanowią coraz większe zagrożenie. Nacjonalizacja majątku fizycznego, takiego jak nieruchomości czy przedsiębiorstwa jest czymś co miało już miejsce w przeszłości. Zarządzanie mało płynnym majątkiem powoduje, że inwestorzy dużo częściej są uwiązani do zajmowanych pozycji finansowych, chociażby ze względu na panującą koniunkturę. W sytuacji kiedy horyzont inwestycyjny wynosi 5 czy 10 lat, to wyjście przed czasem może spowodować nie tylko utratę korzyści ale również kapitału, gdyż aktualna wycena nieruchomości czy akcji spółek jest obniżona przez panujący cykl koniunkturalny.

Spekulanci działają szybko i zdecydowanie. O wiele ciężej jest uzyskać w ten sposób zysk, gdyż umniejszana jest wtedy rola cyklu, jako naturalnego zachowania rynku. Dzięki temu możliwe jest jednak podejście do sprawy od strony absolutnej stopy zwrotu, czyli możliwej do uzyskania bez względu na warunki panujące na rynku. Z jednej strony odchodzi się niestety od budowania bogactwa przez poszerzanie portfela aktywów, jednak spekulacja jest czymś w rodzaju „siedzenia na gotówce”, co umożliwia szybki transfer w przypadku zagrożenia oraz brak potrzeby raportowania określonej skali udziałów w danym przedsięwzięciu. Dla niektórych pozostanie poza radarami może być czynnikiem decydującym o dokonanym wyborze.

W końcu w przeciwieństwie do inwestycji na rynku nieruchomości, gdzie właściciele wskazani są w księdze wieczystej oraz rynku akcji, gdzie wyjście ponad określony ustawowo próg zaangażowania w daną spółkę publiczną (spółki niepubliczne takie jak spółka z ograniczoną odpowiedzialnością również wymagają wskazania każdego udziałowca w KRS) – spekulacja może odbywać się bez pojawiania się w jakimkolwiek monitorze. Możliwe, że właśnie z tego powodu szczyt listy Forbesa we wszystkich krajach uwieńczają przedsiębiorcy tradycyjni (inwestorzy), a majątki wielu spekulantów pozostają ich słodka tajemnicą.