Dłuższa przerwa w pisaniu była spowodowana pewnymi zawodowymi zmianami, które z zarządu Trader Team przeniosły mnie do zespołu ekspertów ds. rynków finansowych w wealth managemencie jednego z wiodących banków w tej dziedzinie. Tyle, jeżeli chodzi o wymówki, a teraz przejdźmy do rzeczy.

O sile dolara wiedzą już nawet gdańscy taksówkarze, co powinno nas skłonić do myślenia, że hossę na tym rynku mamy już za sobą. Jeżeli dołożymy do tego obawy Fed, co do zbytniego umacniania się amerykańskiej waluty, to okaże się, że sprawa jest już w zasadzie przesądzona i w najbliższym czasie dolar zacznie się stanowczo deprecjonować. I tutaj pojawia się pewne zaskoczenie – tym razem rynek zachowa się zgodnie z oczekiwaniami tłumu i zielony zyska na wartości. Dlaczego? Ano dlatego, że alternatywne scenariusze są jeszcze mniej prawdopodobne, głównie ze względu na czynniki makroekonomiczne o których poniżej.

Piękny był to październikowy dzień (03.10.2014), kiedy to głos zabrał James Bullard – jeden z członków Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych (umówmy się, że wrócę już na stałe do określenia Fed). Otóż ten pochodzący z Forest Lake w Minnesocie ekonomista wskazał na czynniki, które w dużym stopniu pomogą nam w stwierdzeniu, że wzrosty na dolarze nie powinny skończyć się tak szybko, jak wskazywałaby na to masowa świadomość rynku. Pierwszą kwestią od jakiej należałoby zacząć jest bezrobocie, którego stopa spadła w USA do poziomu 5,9%, czyli najniższego od 2008 roku.

Zaraz obok bezrobocia, które dla zwykłego Smith’a jest sprawą istotną, mamy w USA wzrost PKB na niezłym poziomie. Ma on w IV kwartale tego roku, podobnie jak w III wynieść 3% lub więcej. Pamiętajmy, że mówimy tutaj o gospodarce rozwiniętej, która może się okazać szybciej rozwijającą, niż niegdysiejsza europejska Zielona Wyspa na której wielu z nas przyszło żyć. W kontekście obniżki prognoz wzrostu dla Polski przez MFW o 0.1% jest się nad czym zastanawiać.

Inflacja amerykańska jest nieco poniżej celu wynoszącego 2%, a program luzowania ilościowego (ang. quantitative easing) o numerze 3 znajdzie swój koniec na końcu bieżącego miesiąca. Pozytywne dane z rynku pracy są skorelowane z innymi, które można by tutaj dalej przytaczać (dobre wyniki spółek czy sprzedaż domów), jednak wszystko to można skwitować stwierdzeniem, że rynek te wszystkie pozytywne informacje zdążył już zdyskontować, stąd dolar utracił już swą dotychczasową moc ukazując silną korektę w stosunku do koszyka walut w drugiej połowie października.

Ciekawe tylko czy w momencie kiedy z retoryki Fed zniknie w końcu stwierdzenie „considerable time”, odnoszące się do czasu podnoszenia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i w końcu podana zostanie konkretna data, to czy wystrzał dolara w przestworza nie okaże się nagle czymś czego niby każdy się spodziewał?! Mam nadzieję, że przynajmniej dla czytelników niniejszego bloga nie będzie to zaskoczeniem, kiedy w przeciągu najbliższych miesięcy dolar ponownie pokaże na co go stać.

Warto podkreślić, że brak podawania konkretnych poziomów jest w tym wypadku zamierzony, gdyż zakres wzrostowy dla podanego okresu może oscylować w okolicy 5-15 figur w zależności od pary walutowej*.

W momencie pisania powyższych słów (25.10.2014), główne rynki dolarowe prezentują się następująco:
USD/PLN: 3.325
EUR/USD: 1.267

Disclaimer: niniejszy tekst stanowi osobiste stanowisko autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja.

  • http://www.traderteam.pl eRJot.in

    Minęły niespełna 2 miesiące od czasu powyższego wpisu na temat dolara. Wzrost jego wartości względem złotówki wyniósł w tym czasie 2000 punktów, podczas gdy deprecjacja euro w stosunku do niekwestionowanego króla wśród walut wyniosła 500 punktów. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że to jeszcze nie koniec tej podróżny, która może trwać jeszcze w najlepsze przez cały 2015 rok. Może się to wydawać niektórym ponownie odważną prognozą, jednak podobnie jak poprzednio – wykresy i fundamenty nie kłamią. Kierunek indeksu dolara jest jeden, a jest nim północ.

  • http://www.traderteam.pl eRJot.in

    To już prawie 5 miesięcy od pierwotnego wpisu, zatem czas na mały update. USD/PLN osiągnął już poziom 3.95, co oznacza 6250 punktów wzrostu. W przypadku EUR/USD mamy 1.05, czyli o 2170 pipsów niżej, niż od poziomu z którego startowaliśmy w ramach opracowania. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że wiele czynników makroekonomicznych jest nadal w mocy za utrzymaniem bieżących trendów. Należy jednak pamiętać, że przed nami dwie silne bariery psychologiczne – 4.0 oraz 1.0. Dalej jest już tylko piękne nieznane ;).