Motyw poszukiwania legendarnego kielicha z którego Chrystus pił podczas Ostatniej Wieczerzy jest znany od wieków. Pewną współczesną interpretacją owego poszukiwania jest próba odnalezienia tzw. Złotego Graala, czyli sposobu umożliwiającego stałe zarabianie na rynku bez ponoszenia ryzyka.

Sposobów na zarabianie przez spekulację jest wiele. Sam poddałem analizie, zbudowałem od podstaw i rozwinąłem setki z nich. Prawda jest jednak taka, że nie istnieje żadna strategia, system czy sposób na to, aby stale osiągać zyski ze spekulacji bez ponoszenia ryzyka. Jeżeli ktoś twierdzi, że jest w stanie generować stałą stopę zwrotu na określonym poziomie za pomocą tradingu kierunkowego, to na pewno kłamie. Ostatnim, który twierdził coś podobnego był Bernard Madoff, jednak jego piramida finansowa opiewająca na 50 miliardów dolarów upadła, a sam konstruktor został skazany na 150 lat więzienia.

Na rynku walutowym, gdzie inwestorzy indywidualni mogą rozpocząć swoją karierę od 100$ lub nawet mniej – poszukiwanie rozwiązania dającego szansę na zamianę tej kwoty w miliony jest kuszące. Szczególnie dlatego, że alternatywa, jaką jest dwucyfrowa stopa zwrotu w skali roku nie jest już tak pociągająca. Wiem o czym mówię, bowiem sam zaczynałem w ten sposób, jednak na szczęście bardzo szybko zrozumiałem, że na rynku nie ma nic pewnego, a jedyną drogą jest przyjęcie, że nie chodzi o to aby zawsze mieć rację, tylko o to aby zarabiać. Takim sposobem mogę wielokrotnie się mylić co do oceny rynku, a mimo to osiągać zyski w długim terminie. Będą one powtarzalne, jednak nigdy stałe w zamierzonej kwocie. Zaprogramować bowiem można jedynie drugą stronę, czyli poziom akceptowalnej straty. Tutaj faktycznie można z dużą pewnością zrobić tak, aby nie stracić więcej niż się początkowo założyło.

Na rynku istnieje wiele strategii, które pozwalają zarabiać pieniądze. Faktem jest, że nawet krytykowana ostatnio strategia na zasadzie „kup i trzymaj” jest w stanie generować dodatni zwrot w długim terminie, aczkolwiek istnieją też przykłady na druzgocącą porażkę osób stosujących takie podejście. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak rozwoju rynkowego w poszukiwaniu możliwości rozwinięcia metody na której się już poznaliśmy. Zbyt często spotykam traderów, którzy każdego tygodnia rozpoczynają stosowanie kolejnej magicznej metody. Brak dopuszczenia myśli, że takowa nie istnieje oddala moment od którego dalszy rozwój rynkowy zacznie być efektywny.

Opisany powyżej etap należy faktycznie przejść, jednak u jednego zajmie on tydzień, a drugi po latach będzie ciągle szukał tego cudownego sposobu, który zamieni go w krezusa w miesiąc. Co z tego, że przez te lata można było już zbudować solidny portfel, realizując nawet średniej jakości strategie. Ważne, że jesteśmy już blisko odkrycia, które zrewolucjonizuje handel. Niestety rynek zna takie przypadki od wielu dekad, kiedy ktoś stara się wymyślić sposób na rynek i zakłada, że jest od niego sprytniejszy. Nagle okazuje się, że przychodzi sytuacja, której nie braliśmy pod uwagę i osiągnięte przez pewien czas zyski na poziomie setek czy tysięcy procent topnieją jedynie o 100%.

Nie trzeba szukać daleko, bowiem założony w 1994 roku fundusz o nazwie LTCM (Long-Term Capital Management) osiągał kolejno 21%, 41% i 43% zwrotu w następujących po sobie latach. Założycielami byli Myron S. Sholes oraz Robert C. Merton, czyli laureaci nagrody Nobla z dziedziny ekonomii za stworzenie innowacyjnego modelu wyceny opcji. Innymi słowy otrzymali Nobla za stworzenie narzędzia, którego późniejsze praktyczne użycie doprowadziło do straty na poziomie 4,6 miliarda dolarów w roku 1998 w zaledwie kilka miesięcy. Wszystko dlatego, że wielcy ekonomiści założyli stworzenie Złotego Graala, który nie pozwoli im osiągnąć porażki. Jak widać nawet tak wielkie jednostki mogły się pomylić.

Więcej informacji na temat opisywanej sytuacji z LTCM znajdziesz tutaj.

Inną nauką płynącą z przytoczonego przykładu jest fakt wykorzystywania zbyt dużej dźwigni przez uczestników rynków instrumentów pochodnych. LTCM wykorzystywał dźwignię na poziomie 30 do 1, co zostało uznane za poziom zatrważający. Skoro nobliści zbankrutowali korzystając z takiego lewara, to dlaczego na każdym kroki widać uczestników rynku Forex, którzy są skorzy wykorzystywać znaczną część dźwigni udzielanej przez brokera, a której maksymalna wartość wynosi 1:100, a niekiedy 1:200? Zakładam, że każda osoba godząca się na takie warunki musi zakładać, że posiada system lepszy od profesjonalistów, których zasoby kapitałowe, technologiczne oraz know-how są niewspółmiernie większe. Czy aby na pewno jest to dobry pomysł? Sam używam maksymalnie 1:8 przy czym uważam, że jest to i tak stosunkowo agresywny poziom dźwigni.

Prawdę powiedziawszy nawet prosty system oparty na przecięciach dwóch średnich kroczących jest w stanie zarabiać pieniądze w odpowiednich warunkach rynkowych, wydłużeniu horyzontu czasowego oraz założeniu obecności na rynku przez cały obieg cyklu gospodarczego. Mało jest jednak traderów, którzy są w stanie zawierzyć czas i pieniądze jednej, prostej strategii i być z nią na dobre i złe. Często fakt, że dobrze wypada ona na testach historycznych oraz demo jest niewystarczający, bowiem przyjmowane jest założenie, że byłoby to zbyt proste, aby mogło być prawdziwe. Tak właśnie rezygnuje się często ze sposobów na faktyczne pomnażanie kapitału, cechujące się wyższą stopą zwrotu od średniej rynkowej. W końcu przy warunkach, gdzie większość osób traci, powinno być to uznawane za sukces! A jednak tak często jest dokładnie odwrotnie. No bo gdzie te szybkie miliony?!

Sam stosuję określony zestaw narzędzi od wielu lat. Faktem jest, że realizujemy założenie opierające się na stwierdzeniu, że „fabryka musi dalej pracować”, jednak mimo to jesteśmy wciąż wierni opracowanym metodom. Niemal każdego dnia napotykam się na coś nowego, jednak zrozumienie, poznanie i opanowanie kolejnej metody to długotrwały proces. Tylko metoda, którą w pełni poczujemy, może być tą, która zostanie dopuszczona do rzeczywistego handlu. Najpierw na małym kapitale, by dopiero później mogła zostać przeniesiona na rachunek z wyższą rangą. Takie działanie spowodowało, że trzy główne systemy realizowane są na podstawowych rachunkach, a wszelka drobnica testowana jest na wielu rachunkach równoległych. To co przejdzie próbę jest wprowadzane na rachunki średniego stopnia, by pozostać tam do czasu udowodnienia swojej pełnej wartości.

Okazuje się zatem, że nie potrzeba wielkich strategii by działać z powodzeniem na rynek. Prawdą jest, że dopracowanie systemów zajęło nam lata ale czas ten poświęciliśmy na trzy konkretne systemy transakcyjne. Dzisiaj nie kryją one przed nami tajemnic. Użycie liczby mnogiej ma tutaj takie podłoże, że nie działam w tym przypadku w pojedynkę, a za pomocą Trader Team, firmy w której od lat zajmujemy się tematyką systemową. Na bazie naszych doświadczeń powstało również szkolenie o nazwie plusTrader, stanowiące jedyną część naszej oferty w której dzielimy się wszystkimi trzema systemami o których pisałem. Ograniczając komercyjny charakter niniejszego wpisu do minimum, zostawiam jedynie podlinkowane nazwy własne, gdybyś chciał dowiedzieć się więcej.

Złotym Graalem jesteś Ty sam, jeżeli potrafisz zaadoptować lub stworzyć strategię i być jej tak długo wiernym, aż odwdzięczy Ci się ona zyskiem. Oczywiście należy najpierw wybrać mądrze ale w tym pomaga już odpowiedni warsztat tradingowy, którego rozwój opiszę następnym razem.

  • Jarek

    Święta prawda tylko jak przejść przez tą drogę do zbudowania strategii? Czy skupić się na np. na PA i ćwiczyć czy może przeczytać „całość” od linii trendu przez wolumen do fal Elliota? :D

    • http://www.traderteam.pl eRJot.in

      Zaskakującym wnioskiem do jakiego doszedłem po latach handlu jest to, że wystarczy wyspecjalizować się w małym wycinku rynku, a można faktycznie osiągnąć na nim sukces. Mam tutaj na myśli to, że strategia jest rzeczą drugorzędną, a nawet proste z nich mogą dawać zarobić. Przykłady tego typu wymieniłem w formie odpowiedzi do niniejszego wątku na forum: http://www.forum.traderteam.pl/viewtopic.php?t=1406

      W rozwoju rynkowym, podobnie jak w przypadku jego innych form – uważam, że kluczem jest interdyscyplinarność. Słowo to przewija się przez cały ten blog, a mimo to w niniejszym wątku znajduje równie istotne zastosowanie. Skupienie się tylko na systemie może zaszkodzić, gdy nie zwrócimy uwagi na radzenie sobie z emocjami czy sposób zarządzania kapitałem. Ignorowanie pierwszego z wymieniony spowoduje pewnie paraliż lub zaniechanie stosowania się do założeń, a zbyt lekkie podejście do zarządzania kapitałem może skutkować bankructwem jeszcze zanim system zacznie się wykazywać.

      Osobiście uważam, że PA daje dobre fundamenty i może być wystarczające. W znacznej części sam opieram się na PA, aczkolwiek występują tutaj też wyjątki. W odniesieniu do wskaźników uważam, że zawsze dobrze jest zacząć od średnich kroczących, gdyż może się okazać, że na nich właśnie ostatecznie się skończy. Docelowo przeczytanie „całości” nie powinno zaszkodzić, jednak nie po to, aby korzystać jednocześnie ze wszystkiego ale po to, aby zdawać sobie sprawę z różnicy w podejściach. Wtedy możliwe będzie wyciągnięcie z każdej dziedziny tego co okaże się dla nas skuteczne.