Samoloty, auta, autobusy, promy i pociągi, to środki transportu, które biznes wykorzystuje do realizacji swoich celów wtedy, gdy telekomunikacja okazuje się nie być wystarczającą. Wielu rozpoczynając przygodę z życiem gospodarczym w terenie, uznaje podróże służbowe za jeden z najlepszych aspektów swojej pracy. Pytanie tylko: na jak długo?

Nowe miejsca, nowi ludzie. Poznawanie ich ma swoje uroki, niestety nowość jest tylko za pierwszym razem. Podobnie jak w teatrze, gdzie po hucznej premierze, pozostaje już tylko każdego kolejnego wieczora ogrywać ponownie tę samą sztukę. Spotykając się w ostatnim czasie z ludźmi ze Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec, Anglii czy Cypru – uzyskałem o dziwo zbliżone odpowiedzi na pytanie: czy podróże służbowe stanowią dla Ciebie ważny element wykonywanej pracy?

Okazuje się, że większość z osób, którym udało mi się zadać powyższe pytanie ma zdanie podobne do mojego. Pomimo, że większość moich tras zamyka się w granicach kraju, to dochodzę do wniosku, że im częściej muszę opuścić biuro, tym mniej czasu mam nie tylko na samą konkretną pracę ale również mniej mogę go wygospodarować dla najbliższych.

Podróże są ważne by tworzyć i utrzymywać istotne z punktu widzenia pracy relacje. To one, a nie znajomość specjalistycznych zagadnień tworzą podstawy biznesu. Receptą na brak trudności związanych z wyjazdami jest ograniczenie ich do minimum, bez skupiania się na tym, aby wciskać wyjazd wszędzie tam, gdzie to tylko może pasować.

Jeżeli wyjazd nie będzie tylko dla samego wyjazdu, a w długim terminie zwiększy efektywność pracy, dostarczając firmie wartość dodaną – wtedy ma to sens. Inaczej nie ma potrzeby zmuszać się do tego wszystkiego, tylko ze względu na fakt, że jest to modne lub dobrze wygląda w towarzystwie biznesowym.

W nawiązaniu do tematu, przynajmniej możecie się domyślić, skąd ta kilkudniowa przerwa we wpisach ;).

  • Bartek

    Ja bym się cieszył, gdyby moja firma gdzieś wyjeżdżała siedzę ciągle przed kompem robię zamówienia, przydałoby się choć chwilę odsapnąć. Ciągle słyszę od kumpli, że byli na wyjazdach jeden w Lesznie latał w tunelu, drugi w Zakopanem podrywał góralki, ja co najwyżej mogę poderwać tyłek z krzesła…